Wiara – przywilej, ciężar czy dekoracja? Zestaw prawd katechizmowych, których można się wyuczyć czy sposób życia, kształtowany w ciągłych wyborach?

Przed kilku laty katechizując w Zespole Szkół Elektronicznych w Zduńskiej Woli, stawiałem młodym ludziom wiele pytań związanych z doświadczeniem wiary. Spośród wielu pytań jedno było najbardziej prowokujące: czy chciałbyś w przyszłości mieć głęboko wierzącą żonę? Jak lawina pojawiały się wówczas pełne niechęci stwierdzenia: co? dewotkę – nigdy; Nie chcę, żeby mnie co dzień ciągnęła do Kościoła itp. 

W trakcie rozmowy próbowałem dociec dlaczego tak szybko nastąpiło u nich połączenie tajemnicy wiary z wypaczeniem nazywanym pospolicie dewocją? Próbowaliśmy też wspólnie zastanawiać się co jest oznaką prawdziwej wiary. W jakich sytuacjach można ją rozpoznać, co wnosi w życie, jak można ją zdobywać, co jest zagrożeniem dla prawdziwej wiary? Wreszcie czy można być wierzącym a niepraktykującym? Co oznacza stwierdzenie Chrystusa: gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, moglibyście powiedzieć drzewu, aby się wyrwało z korzeniami i górze, aby rzuciła się w morze i tak się stanie? Próbujmy wspólnie więc zastanawiać się i poszukiwać prawdy o doświadczeniu wiary. Jako pierwsze pytanie wybrałem to, które bardzo często pojawia się w wyjaśnieniach swojego zaawansowania w życie wiary: jestem wierzącym, ale niepraktykującym.

Przeszkody na drodze do wiary dojrzałej

Jak wygląda wizytówka chrześcijanina, który używa takiego samookreślenia wiary i pobożności. Wiara w takich rozmowach jest przedstawiana jako pewna forma zachowania religijnego. Myślę o Panu Bogu wtedy kiedy mam potrzebę czy pragnienie. Czasami wchodzę do Kościoła, ale wtedy gdy nie ma ludzi, w tej chwili ciszy spotykam się z Bogiem. Uczestniczę we Mszy św. podczas wielkich świąt, rodzinnych uroczystości religijnych, takich jak chrzty, I Komunia św., śluby czy pogrzeby. Zauważane jest tu bardzo rzadkie przystępowanie do Sakramentów świętych. Samouspokojenie przynoszą stwierdzenia: nikogo nie zabiłem, nie okradłem, więc nie mam grzechów. A w ogóle to inni (nie tylko ci w serialach) popełniają dużo większe świństwa, a więc co można mnie zarzucić? Dlaczego ta forma religijności staje się niebezpieczna i dlaczego nie można jej zaakceptować?

    Religijność naturalna oparta na strachu jest zaprzeczeniem głębokich więzi wiary i miłości

W naszych relacjach przyjaźni, miłości nie godzimy się na karłowate związki. Za takie uznajemy te, które trwają w oparciu o strach, o przydatność kogoś dla naszych celów. Boli nas, gdy ktoś traktuje nas  instrumentalnie. Religijność i relacja do Boga oparta na strachu, to postawy typowe dla religijności pogańskiej. Akty religijne to kupowanie Boga, zjednywanie sobie jego względów. Inicjatywa należy do mnie, tym którym ma się podporządkować jest Bóg. On ma spełnić moje oczekiwanie, ale potem nie powinien rościć sobie prawa ingerowania w moje życie. Czy zaakceptowałbym taką przyjaźń, jeżeli nie to czy mogę proponować Bogu taką formę przyjaźni?

2. Folklor religijny spełnia oczekiwania osób sentymentalnych i przeszkadza w dojrzewaniu w wierze

Mimo wszystkich trudności w życiu wiary, nie spada zainteresowanie folklorem religijnym. Powodem może być tutaj pewnego rodzaju sentymentalizm, oczekiwanie pewnej oprawy zewnętrznej, która czyni nasze życie romantycznym. Pewien typ obyczajowości związany z przyjęciami, prezentami, strojami, bardzo rozwinął się wokół uroczystości religijnych: Chrztu, I Komunii św., Ślubów. Czy to jest złe? Opakowanie rzeczy wartościowej samo w sobie nie jest złe, ale jest wielokrotnie pułapką, zwłaszcza, gdy tracimy zainteresowanie najcenniejszą rzeczą, a skupiamy uwagę tylko na opakowaniu. Tak właśnie dzieje się z folklorem religijnym, który jest coraz częściej atrakcyjnym opakowaniem. Uroczystość I Komunii św. połączonej z wielkim folklorem religijnym jest bardzo atrakcyjna. Dar przyjaźni z Chrystusem słabnie już przy następnych Mszach świętych, gdy nie ma takich uroczystości, prezentów, strojów… Ale czy wtedy była to naprawdę wielka przyjaźń o jakiej słyszymy w „słodziutkich” przemówieniach i wierszykach pierwszokomunijnych? 

    Nikogo nie zabiłem, nikogo nie okradłem…

Może mówisz, skoro mam swój „zamknięty świat” (telewizji, pracy, namiętności), swój czas tylko dla siebie, to jak mogę kogoś zabijać? Zabić w kimś nadzieję, radość, okraść dziecko z czasu, które mu obiecałeś decydując się być jego ojcem albo matką, krzywdzić innych swoim chłodem, letniością, lenistwem… to niewinne narzędzia zbrodni. Ale gdy kochamy, jak Bóg, który nas kocha do „szaleństwa krzyża Chrystusa”, wiara będzie naszą przewodniczką do tego co najbardziej szlachetne, godne, czyste i piękne, a zapisane w tajemnicy naszego powołania.

    …. a inni to większe świństwa popełniają

Im więcej ogląda się seriali telewizyjnych, tym szybciej można dojść do takiego właśnie przekonania. Czy rozsądny rodzic zaproponuje swojemu dziecku drogę porównywania się do najgorszych? Skubnąłeś mój kochany, ale nie przejmuj się, to tylko taki drobiazg, inni kradną na tysiące albo na miliony. Czy kochający mąż powie do żony, no nie przejmuj się, że myślisz o tym gościu, inni to robią świństwa, a ty to przy nich jesteś aniołem. Nie martw się córeczko w twoim środowisku takie już rzeczy wyprawiają, że jak ty zaszalejesz, to przecież jeszcze i tak nie będziesz gorsza od nich. Wiara daje wolność, która nie uzależnia mojego zachowania od postępowania innych, ukierunkowuje człowieka w stronę Pana Boga.

    Kościół dzisiaj i w swojej historii ma tyle czarnych owiec, że to mi daje usprawiedliwienie z mojego postępowania niechęci i złośliwości wobec religii i kleru

W gronie dwunastu Apostołów Judasz wydał Chrystusa, Piotr się zaparł, a pozostali uczniowie uciekli spod krzyża i pozostał tam tylko Jan z Maryją. Mimo ich słabości, Chrystus się nimi nie zgorszył, ale uczynił z nich świadków wiary aż do przelania krwi. Gdy ktoś się gorszy, rzuca oszczerstwa na wszystkich, na całą grupę: wszyscy policjanci są skorumpowani, wszyscy lekarze są bezduszni, politycy są skorumpowani, księża są rozpustnicy, itd. Człowiek słabej wiary jest narażony na mechanizm plotki, sensacji, skandali – a więc jest podatny na współczesny przekaz medialny, który daje człowiekowi pożywkę, ale też i samousprawiedliwienie. Popatrzmy jednak na człowieka głębokiej wiary, w takim ludzkim wymiarze. Pokochali się, widzą w sobie tyle dobra, oblubieniec i oblubienica. Ale w ich rodzinach pojawia się jedna czy druga czarna owca, człowiek słaby. Dopóki między nimi jest miłość to nie ma wpływu na ich więzi, na ich zaufanie i miłość. Podobnie u człowieka wierzącego głęboko w Chrystusa. Jeżeli chrześcijanin jest głęboko zapatrzony w Chrystusa, to gdy pojawia się zgorszenie, nawet wewnątrz Kościoła, nie zrywa to ich więzi. Tak jak prawdziwy oblubieniec nie przestaje kochać oblubienicy gdy w jej rodzinie pojawi się dramat człowieka upadającego.  

6. Jestem wierzący, ale nie praktykujący

Gdy narzeczeni chodzą ze sobą to wchodzą w relację wiary w siebie i miłości. Zakochani potrzebują „praktykować” swoje bycie dla siebie, odczuwać te spotkania, przychodzić na nie, poświęcać dla siebie czas. Miłość (tak jak wiara) we wszystkich relacjach małżeńskich, rodzicielskich, dziecięcych potrzebuje być „praktykowana”. Żaden z narzeczonych chyba nie zniósłby takiego podejścia do miłości: wiesz ja przyjdę na spotkanie z tobą, gdy tylko będę miał ochotę, gdy będzie ładna pogoda, czy będę czegoś potrzebował. Pomyślę o tobie, w domu, podczas spaceru... no nie musimy się spotykać, poczuć dotyku naszego ciała, serdeczności. Przyjmowanie wobec Boga postawy jestem wierzący, ale nie praktykujący jest wchodzeniem w „kłamstwo” serdecznej relacji. Nie chcę się spotykać na modlitwie, nie chcę dotykać Ciała Chrystusa.

Kościół pierwszych wieków stawiał bardzo radykalne pytania wobec chrześcijan, wobec ich życia, zachowania i obyczajów. Św. Grzegorz z Nyssy w kilku swoich dziełach pyta: co znaczy być chrześcijaninem? Przestrzegł nas wszystkich poprzez porównanie przyjęte od jednego z filozofów. Według niego, chrześcijanin musi bardzo uważać, aby nie wejść w postępowanie pewnej tresowanej małpy. Została ona nauczona gestów, zachowań, a nawet tańców człowieka. Żeby zrobić większe wrażenie na widzach, nałożono na jej głowę maskę twarzy ludzkiej. Tak przygotowana małpa wzbudzała zachwyt widzów, oklaskujących jej popisy. Jeden z widzów chciał „pokazać widzom, że małpa, jest tylko małpą, rzucił na scenę suszone owoce lubiane przez tego rodzaju zwierzęta”. Gdy tylko małpa ujrzała rzucone migdały, nie myślała już o tańcu, ani o oklaskach, ani o pięknym stroju, zgarniała migdały i aby maska nie przeszkadzała w jedzeniu zdarła ją pazurami”. Grzegorz z Nyssy odnosi to do życia chrześcijan, mówiąc, że „podobnie dzieje się z ludźmi, którzy dobrze nie ukształtowali swej natury wiarą; skoro szatan podsunie im łakocie, szybko okazują się kimś innym, niż wskazuje nazwa. Na swym targu zła diabeł oferuje łakomym ludziom już nie suszone figi, migdały itp., ale próżną chwałę, ubieganie się o zaszczyty, żądzę zysku, szukanie przyjemności (…). Przez to łatwo dają się uwieść dusze postępujące jak małpy: to ci, którzy tylko udają, że są chrześcijanami przez naśladowanie jedynie zewnętrzne, gdy jednak pojawi się chwila namiętności, niszczą maskę umiarkowania, łagodności czy jakiejś innej cnoty”.

 

 (Św. Grzegorz z Nyssy, O naśladowaniu Boga. Pisma ascetyczne. Wydawnictwo „M”, Kraków 2001, s. 46-47). Ten radykalizm wydawał w pierwszych wiekach owoce w heroicznych świadkach wiary. Dzisiaj wobec samousprawiedliwienia, błędnej samooceny, pobłażania sobie, odnoszenia się do porównywania z innymi „gorszymi od nas” potrzeba nam szukania odpowiedzi na temat autentycznej wiary, autentycznego świadectwa chrześcijan zgodnego z nauką Chrystusa. Niebezpieczeństwo wiary urojonej (jak ciąży) w której nie ma życia, nie ma siły, nie ma nadziei jest jej największym niebezpieczeństwem. Wychodząc od negatywnego stwierdzenia, jakim jest minimalizm wiary, potrzeba nam poszukiwania drogi ku głębi. Nasza rubryka –Tajemnica wiary – ma służyć tym poszukiwaniom. Mamy nadzieję, że na jej łamach będziemy mogli umieszczać artykuły, rozważania i świadectwa, które pomogą nam dążyć drogą do wiary dojrzałej.

ks. Grzegorz Sikorski